niedziela, 27 stycznia 2013

Koniec Autralian Open 2013.

Zakończył się pierwszy, w tym roku wielkoszlemowy turniej w Melbourne Australian Open. Wśród pań triumfowała Wiktoria Azarenka a wśród panów Serb Novak Djoković.
W finale Białorusinka po emocjonującym meczu pokonała Chinkę Na Li w trzech setach. Gdyby nie upadki fajtłapowatej reprezentantki państwa środka to kto wie czy stękająca na korcie Wiktoria wróciłaby z Australii z pucharem?.

Dużo nudniej było w finale panów, w którym Djoković pokonał Szkota Andy Murraya w 4 setach 6:7, 7:6, 6:3, 6:2. Niestety wśród panów żadnych niespodzianek nie było, więc “stara wiara” dawała czadu nie pozwalając bukmacherom zarobić.

Nasi reprezentanci spisali się w miarę dobrze. Agnieszka w ćwierćfinale przegrała z Na Li a Jerzyk Janowicz odpadł już w drugiej rundzie.

Jak na razie nie widać, aby na horyzoncie pojawili się jacyś nowi utalentowani gracze. No może poza Amerykanką Sloanę Stephens, która może w przyszłości zastąpić godnie Serenę Williams, którą pokonała w trzech setach.

Mnie osobiście turniej nie przypadł do gustu. Już w I rundzie odpadła Daniela Hantuchowa a Woźniacka i Kirilienko spisywały się za słabo. Nie przepadam za Azarenką. Nie lubię jej wycia a uroda też mnie nie urzeka. Lubię sobie pooglądać piękne panie i gdy na korcie są dwie brzydule to niestety, ale rezygnuję z oglądania. Panów też za bardzo nie lubię, bo 3 godziny przed telewizorem to dla mnie za dużo. Dobry mecz to krótki mecz a jak mi ktoś gra i gra to nie wytrzymuję.

Dodam na koniec, że w deblu zwyciężyły pary numer jeden w rankingu Errani/Vinci oraz bracia Bryan. W mikście Gajdasova z Ebdenem, co było jedynym istotnym sukcesem gospodarzy, którzy nie mają ostatnio zbyt wielu powodów do radości.

Wiktoria Azarenka
Novak Djoković w 2008
Sloane Stephens objawienie z USA