wtorek, 26 marca 2013

Udany lot Dreamlinera.

Po serii niepowodzeń firma Boeing wreszcie odniosła sukces. Samolot marzeń, który miał przynieść prestiż i duże pieniądze jak na razie jest jedynie powodem do wstydu i licznych docinek. Konkurent Airbusa wyraźnie przechodzi kryzys związany z modelem wieku dziecięcego.

Wprowadzenie niemal każdego nowatorskiego projektu wiąże się z konsekwencjami. Na przełomie lat 60 i 70 taki kryzys przeżywał Concorde. Zanim zaczął latać konstruktorzy musieli rozwiązać wiele problemów. Nie inaczej jest teraz z Dreamlinerem.

W latach 90 firmy lotnicze stanęły przed ogromnym dylematem, w którą stronę rozwijać swoje konstrukcje?. Firma Boeing po ogromnym sukcesie komercyjnym swego flagowego modelu 747 musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie samoloty mają w przyszłości wozić ludzi?. Wbrew pozorom pytanie było skomplikowane. Konstruktorzy musieli się zastanowić czy postawić na szybkość, luksus czy może ekonomię?.

Europejski Airbus ze swym modelem 380 postawił wysokie warunki Boeingowi. Ten miał do wyboru albo opracujemy konkurenta dla 380, który de facto miał być pod każdym względem o niebo lepszy od 747 czy też opracować coś, co będzie zupełnie nowe?.

Zwyciężyła druga opcja i tak powstał Dreamliner. Koncepcja była taka, aby była to maszyna przede wszystkim ekonomiczna. Dlatego postanowiono, że samolot będzie poddźwiękowy wykonany z ultralekkich materiałów kompozytowych. Wykorzystanie akumulatorów litowo-jonowych najlżejszych na rynku spowodowało problemy, których rozwiązanie właśnie znaleziono. Pierwszy zmodernizowany samolot odbył udany lot w efekcie, czego będzie można wznowić produkcję oraz poddać odpowiednim modyfikacjom już istniejące samoloty, które są uziemione na lotniskach.

To dobre informacje także dla naszego LOT-u. Polska jako pierwszy europejski kraj zakupił te maszyny licząc, że będzie to najlepszy wybór. Tymczasem okazuje się, że chyba byliśmy zbytnimi optymistami.

N787BA