poniedziałek, 22 lipca 2013

22 lipca rocznica tragedii na wyspie Utoya.

22 lipca to data szczególna. W PRL-u obchodziliśmy Dzień Wojska Polskiego związany z tzw. “uchwaleniem Manifestu Lipcowego w Lublinie”. Natomiast od 2 lat dla Norwegów jest to data tragedii.

Tego dnia 2 lata temu Anders Breivik dokonał zamachu w Oslo i na wyspie Utoya zabijając 77 osób. Po groteskowym procesie został skazany na maksymalny wymiar kary. Sąd nie zdecydował się uznać go za niepoczytalnego choć wielu to sugeruje.

Dzisiaj czytałem wywiad z Adrianem Praconiem, który przeżył masakrę i napisał książkę “Masakra na wyspie Utoya”. W pewnych punktach się z nim zgadzam, ale mam też własne przemyślenia.

Próbuję użyć empatii i wyobrazić sobie, co czuł Breivik a co Pracoń. I tak sobie myślę czy rzeczywiście wszystko jest okey z samym systemem?. Spróbujmy przez moment zmienić biegun.

Wyobraźmy sobie sytuację, że w Norwegii panuje system faszystowski. Rządzi jakiś miejscowy fuhrer a społeczeństwo jest zamknięte i nietolerancyjne na gejów, obcokrajowców i innowierców. Co by się wtedy stało?.

Założę się, że wtedy do Adrian Pracoń nie mogąc znieść takiego systemu zostałby terrorystą i urządził masakrę młodzieżówce norweskiej NSDAP. Natomiast to Anders Breivik byłby tym, który przeżył atak i to on dzisiaj opowiadałby o tej tragedii w mediach.

Bo na czym polega problem ze współczesnym ekstremizmem?.

Sam Pracoń zwrócił uwagę na coś takiego, co nazywa się “wolna wola”. Gdy musisz postępować niezgodnie z własnym sumieniem i nie ważne czy jesteś ekstremistą prawicowym czy lewicowym zawsze może dojść do tragedii.

Ktoś chyba nie rozumie pojęcia demokracji i pod tym pojęciem tworzy jakiś system totalitarny no chyba, że użyjemy pojęcia “demokracja totalitarna”. Trudno zaakceptować sytuację, gdy mniejszość narzuca swą wolę większości jak i sytuację, gdy większość nie szanuje praw mniejszości.

W Norwegii i nie tylko są łamane podstawowe prawa człowieka pod pretekstem otwartości i nietolerancji dla nietolerancji czyli to nic innego jak eskalacja przemocy, bo nigdy nie należy na nietolerancję odpowiadać tym samym.

Żyjemy w czasach, gdy panuje zasada “keine grenzen” czyli “żadnych granic” oraz “róbta co chceta” a to prowadzi do kłopotów. Człowiek musi wyznaczać sobie granice, aby żyć tak by nie wchodzić sobie w drogę i nie naruszać swoich praw.

Ludzie nie rozumieją ekstremistów prawicowych, bo z reguły myślą tyko o sobie i zrozumienie drugiego człowieka wykracza poza ich możliwości umysłowe a przecież był taki fajny film “Nie ma róży bez ognia”.

Wyobraźmy sobie, że ktoś do naszego domu czy mieszkania postanawia dokwaterować imigrantów z Afryki, którzy korzystają z naszej łazienki, naszej kuchni, naszej lodówki i oczywiście nie płacą komornego, bo nie mają za co i to my ponosimy wszystkie koszty.

Jakbyśmy się wtedy czuli?.

Myślę, że podobnie jak Breivik. On uważa Norwegię za swój duży dom czyli ojczyznę i nie chce, aby w jego domu mieszkali obcy. Co najważniejsze ma do tego prawo, bo nie można ingerować w wolną wolę i sumienie.

Jeśli chcesz mieszkać w wieży Babel masz do tego prawo a jeśli chcesz mieszkać we własnym zaścianku też masz do tego prawo, bo po to są granice, aby je wytyczać i rozdzielać od siebie zwaśnione bądź wrogo nastawione strony.

Gdy zrozumiemy jak ważne jest wytyczanie granic myślę, że uda nam się stworzyć system, w którym będzie miejsce i dla takich ludzi jak Adrian Pracoń jak i dla takich jak Anders Breivik.

Technorati Tagi:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz